wtorek, 18 października 2005
echhhhh.....
czasami, naprawdę się łapię na rozmyślaniu nad tym co mogło być...
środa, 31 sierpnia 2005
koniec spektaklu...
dalej trwał nie poddany ale i nie pewny nasz bohater... kolejne dni mijały a kontaktu żadnego z okrutną nie miał, wysłał krótką wiadomość tekstową a nic to odpowiedzi nie uzyskał. zadzwonił zatem w końcu by na spotkanie jakies się umówić...
i spotkał ją o ósmej rano dnia następnego po telefonie wykonanym, i był przy niej przez 5 godzin jej pracy... nic to widac okrutna się bawic chciała i dlatego naszego bohatera tak na ognisku miło potraktowała...
poszedł sobie w końcu zły na cały świat, dawno naprawdę nie był tak zły... zdał sobie sprawę powoli że nic z tego nie będzie , ale jednocześnie miał nadzieję że będzie bo cały czas mu się myślała a jeżeli juz do tego doszło że mu się nonstop myślała to zwykła być nie mogła...
i siedział tak zły kiedy telefon dostał od niej pierwszy tego wieczoru, dzwoniła bo miała problem, bo nie wiedziała o czym rozmawiali nasz bohater i jego kolega dobry który aktualnie miłością okrutnej jest... rozmowa jej dotyczyła kiedys tam bardzo pośrednio chociaż przez Nią wynikła, ale musieli porozmawiać by wyjaśnić pewne sprawy bo się źle czuli w tej dziwnej sytuacji...
telefon pierwszy skończył się brzydko stwierdzeniem że nie mamy o czym rozmawiać, co jeszcze bardziej zdenerwowało naszego bohatera, był tuż przed wybuchem kiedy dostał drugi telefon od okrutnej...
wątek dalej był w temacie rozmowy omawianej krótko wyżej, i tym razem nie doszło do niczego tylko do większego stanu wku...... naszego hero.
trzeci telefon przyszedł w dobrym momencie, trzeci telefon wiele wyjaśnił naszemu bohaterowi bo teraz juz wie że jej więcej niezobaczy...
w czarnej rozpaczy był, starsznie to przeżywa i ciężko jest mu się z tym pogodzić... ale daje już za wygrana bo nic więcej zrobic nie może bo juz wszystko co było w jego mocy zrobił...
tylko zły jest na siebie że tak mu się myśli dalej, że będzie sie jeszcze długo myśleć, że tak wszystko krótko trwało a tak go rozwaliło na tyle malutkich kawałków które się teraz jeszcze jakiś czas będą szukać... i na nią być zły zaczyna że wiedziała co robi do czego się nieprzyznaje...
tak się kończy kolejny spektakl w życiu naszego bohatera... juz kolejnych nie chce woli kino.
by Greyman
niedziela, 28 sierpnia 2005
nieoczekiwany zwrot akcji...
hmm... się pozmieniało ale kto wie czy na lepsze. biedny młody człowiek (zielony liściu:)) próbował iść na detoks od tej heroiny, bo tak ja sobie w myślach nazwał, bo się jej chce więcej i więcej tej bestii, a jak sie dostanie więcej to się chce jeszcze więcej... skończyłem na detoksie... hmm... jak to bywa z silnie uzależnionymi długo nie wytrzymał, i się złamał albo załamał chyba w tym przypadku mozna tych słów użyć na zmianę.
poszedł na spotkanie i się dowiedział ze przez niego jego heroina ma zły humor, co wcale mu sie podobało bo dlaczego tylko on miał cierpieć katusze spotykająć się z nią pod firmowym uśmiechem... i jak to bywa po detoksie po pierwszym spotkaniu zapragnął drugiego pod pretekstem zobaczenia nowej fryzury... oczywiście skrytykował fryzurę by go nielubiła i by on jej juz lubic nie mógł... ale na tym nie koniec spotkania.
krytyka fryzury w niczym nie pomogła wręcz pogorszyła sprawę... w trakcie zażywania heroiny dowiedział się że ta narkotyk ognisko organizuje i został spytany czy przybędzie... i jak zwykle odpowiedział co odpowiada zawsze "zobaczymy"... zaraz usłyszał że żadne zobaczymy nie wchodzi w grę, ma być... na to odpowiedział że chyba nie bo jest już zmęczony tą sytuacją...
dodać trzeba że nigdy by tak nieodpowiedział, ale był pod wpływem narkotyku...
jaką sytuacja usłyszał, odpowiedział że dobrze wiesz narkotyku jaką... na to narkotyk powiedział że zaraz wykona telefon i juz niebędzie musiał być zmęczony... od czego starał się ją odwieść, od tego telefonu, robił to tak jakby naprawde nie chciał by tak się stało, bo i tak było...
i nadeszło ognisko, w środku lasu pod dywanem z gwiazd wśród mgły gęstej... spędził tam z Nią miłe chwile, rozmawiając cały czas, czując zawistne spojrzenia innych narkomanów na sobie... był tak szczęśliwy że bijące serce zagłuszało mu niemal wszystko oprócz jej głosu... widział jej wielkie niebieskie piękne oczy, poczuł jej pełne słodkie usta...
i teraz cierpi, nie wie czu tam przy tym ognisku był on i ona czy był ktoś inny... on nigdy nie był taki, on nigdy się nieuzależniał, a teraz tęskni raptem dzień jeden minął a juz usycha i nie wie nic...
wtorek, 23 sierpnia 2005
po przerwie...
i sobie teraz człowiek będzie pluł w brodę i sie zadręczał nocami i dniami, ale przeważnie nocami. bedzie dociekał co by było gdyby... spalał się znów będzie. najgorsze jest to że dopiero co, cos podobnego się stało w jego życiu, myślal że juz się nie powtórzy, a on poprostu nie był na coś takiego tak nagle przygotowany. tak to jest kiedy uderza w nas uczucie z siłą fali tsunami, kiedy każda granica się rozpada, i kiedy po fali pozostają ruiny... ziemia znów wyschnie do sucha, stanie się jałowa znów, wyschnie tak mocno że szczeliny ogromne w niej powstaną. czekać teraz trzeba na żywioł tylko się przygotować łatwo powiedziec truniej wykonać. znajomi juz posądzaja o masochistyczne zapędy ale kiedy nie robi tego specjalne, chce i to nawet bardzo żeby się ułożyło. może za bardzo chce.
poniedziałek, 22 sierpnia 2005
ciąg dalszy dramatu.
to byśmy razem mogli być. ale jak to zwykle bywa cosik mi
odpierdoliło, przepraszam za wyrażenie, ale tak jest.
znaliśmy się krótko, ale dużo czasu przez ten okres ze sobą spędzaliśmy.
za dużo czasu za dużo, stary a głupi a tu piękna kobieta się otwiera zainteresowanie
wyraża, to jak zwykle poczekamy poznamy zobaczymy... i zawsze się na patrzeniu
kończyło.
ale w tym przypadku było inaczej, moja zamknięta skorupa niezdradzająca
się z niczym, albo przynajmniej próbująca, zostawała przez nią skutecznie miażdżona
i miażdżona i miażdżona... ja się mówić o uczuciach uczę, ona mi każe,
denerwować mi się karze, próbę mojego stoickiego spokoju szlag trafił...
no i stało się... złamałem się. za późno.
tak mocno potrzebowała kogoś, że zniecierpliwiła się, jeden dzień, jedna
chwila więcej a wszystko by było dobrze, sama tak mówiła. Dziś to się stało.
o czasie...
jak zwykle miłość przeszła koło mojego nosa na moje wyłączne życzenie, a raczej przez moją głupotę... najgorsze jest to że miłość mojego życia powiadomiła mnie iż gdybym się pośpieszył...
|
|